...
to tak, żeby nie wywalono
<;
Wyszeptałam. 2007-07-20 19:47:01
skomentuj jak (3) cosiów.
Ekhm... Koniec.
Właściwie to tak nie do końca ten koniec. Tylko przenosiny. Na Wordpressa.
Archiwum zostaje, zbyt się przywiązałam. Zamierzam je zgrać na dysk, uporządkować i wrzucić na własny serwer. Tego bloga nie skasuję.
Cholera. To nie tak łatwo. Przywiązałam się.
Tak. Zapraszam na nowy adres. To będzie w sumie ten sam blog. Na tej samej zasadzie co zawsze - zmienia się razem ze mną.
Mój.
Dzisiaj niebo i ziemia zamglone.
Wyszeptałam. 2006-11-27 14:36:44
skomentuj jak (2) cosiów.
Przeze mnie
droga w miasto utrapienia.
Stary wiersz.
Coś mi się zechciało. Myślałam, że cały kod przepadł
w formacie, ale na szczęście znalazłam go na serwerze.
Blog.pl mnie wkurza. Gdyby nie java script
wstawiany automatycznie przez blog.pl, blog by się w
pełni walidował. A tak figa.
Teraz minimalistycznie. Grafika nie powala, wiem. To próba. Jak mi się zechce (a nie nastąpi to zbyt prędko), to zmienię. Trzeba ewoluować.
To ostatnio dość niepoprawne politycznie pojęcie.
I dalej utrzymuję, że mnie nie ma. Tak, właśnie. Nie ma mnie.
NIE MA.
Wyszeptałam. 2006-11-07 21:49:00
skomentuj jak (5) cosiów.
tia.
Nie chce mi się myśleć
nie chce mi się przejmować
nie chce mi się wstawać co rano
nie chce mi się parzyć herbaty
nie chce mi się podciągać żaluzji
nie chce mi się uśmiechać
nie chce mi się wściekać
nie chce mi się pisać
nie chce mi się otwierać oczu gdy ktoś coś do mnie mówi
nie chce mi się odpowiadać
nie chce mi się siadać do komputera
nie chce mi się rysować
nie chce mi się czytać
nie chce mi się robić śniadania
nie chce mi się zakładać rękawiczek
nie chce mi się plątać ze słuchawkami
nie chce mi się wcisnąć "on" na głośniku
nie chce mi się zarzucać torby na ramię
nie chce mi się siadać w autobusie
nie chce mi się podnosić wzroku na ludzi
nie chce mi się martwić się
nie chce mi się zabiegać o cokolwiek
nie chce mi się gapić się w sufit
nie chce mi się kupować baterii
nie chce mi się siedzieć w domu
nie chce mi się wychodzić
nie chce mi się kłócić
nie chce mi się bronić swojego zdania
nie chce mi się żartować
nie chce mi się odzywać się do nikogo
nie chce mi się odpowiadać na wiadomości
nie chce mi się odpuszczać sygnałów
nie chce mi się leżeć całą noc bezsennie
nie chce mi się śnić
nie chce mi się spać
nie chce mi się szarzeć bardziej ani zyskiwać kolorów
jest szaro.
a tak w ogóle to mam wszystko gdzieś. przynajmniej na razie. odzywanie się do mnie nie ma sensu.
odpoczywam. tia.
Wyszeptałam. 2006-11-05 22:36:41
skomentuj jak (4) cosiów.
Szarzeję.
Moje oczy poszarzały.
Wiecie, te dni jakieś puste są. Niby jest co robić, szkoła, dodatkowe zajęcia itp, do domu wracam zazwyczaj późno... A jednak pustka. Wieczory, którymi wcześniej powracam, robię sobie herbatę, siadam nad książką lub komputerem... Dłużą się.
Czegoś mi żal.
Żal. Szarość. Smętnie szumi wiatr za oknem. Smętek siedzi na modrzewiu i skrobie po szybie. Tia.
W salonie pokrzykuje telewizor. Jakieś durne filmidło.
Szaro.
Nie rzuca mną po pokoju jak zazwyczaj w czasie tych wieczorów. Siedzę i patrzę się w monitor. Stukam w klawisze. Powoli. Czasem szybciej.
Coś straciłam. Coś lub kogoś. Niejedno, niejednego, niejedną. Czegoś już nie ma ze mną, jakiegoś odczucia. Ktoś był, kogoś nie ma. Pozornie nic się nie zmieniło, ale. Ale.
Właśnie wyszłam na moment. Paskudna noc. Paskudne miejsce.
A może to tylko odbicie mojego nastroju.
Straciłam coś, co nie było ważne, a gdy zniknęło to nieuchwytne poczucie - stało się niezbędne. Nie, niezbędne to złe słowo. Stało się... oczywiste. A gdy czas się odwrócił - pustka.
Nie wiem co zrobiłam, nie wiem skąd to wszystko. Nie czuję żadnej winy. Tylko ta sucha melancholia. Melankolija.
Nie ma we mnie "czarnej otchłani rozpaczy". Pusto. Szaro. Nawet moje oczy poszarzały. Mam wrażenie, że gdy spojrzę w lustro, nie poznam swojej własnej twarzy.
Matowa szyba.
Skroplił się we mnie czas. Temperatura pokojowa.
Coś straciłam. Kogoś.
Tak... pusto?
Wyszeptałam. 2006-10-12 20:53:16
skomentuj jak (1) cosiów.
nie. nie. nie.
kolejna "taka" noc.
wieczór. za dużo. myśli.
nie ma mnie tu. nie ma.
"każde słowo może być wykorzystane przeciwko tobie"
nie trafiam w klawisze.
nie trafiam. nie myślę. myslę. nie czuję. czuję. patrzę. nie widzę.
każde słowo.
nie ma mnie. nie dzisiaj.
Wyszeptałam. 2006-09-25 21:40:42
skomentuj jak (4) cosiów.
acha, jasne.
Jestem dorosła. Tia, i kto niby w to uwierzy. Trzeba być ostatnim frajerem, żeby sądzić, że ta magiczna data, "magiczna" liczba 18, w jakiś sposób robi czary mary i odmienia człowieka nie do poznania. Na miejscu rozwydrzonej nastolatki pojawia się stateczna matrona w roczłapanych kapciach i zasupłanym fartuszku. Odpowiedzialna. Matka Polka. Gotowa by poświęcić się dla Ojczyzny i założyć rodzinę, wychować stadko berbeci i potem do późnej starości, która niczym nie różni się od reszty jej życia, szydełkować serwetki i robić na drutach szaliczki i skarpetki dla wnuczków.
No, może trochę się zapędziłam. Czasowo. Ale mam wrażenie, że aktualnie, to taki właśnie jest ideał kobiecej dorosłości, rozwagi, odpowiedzialności itp itd...
A to pstrokate coś, co chce jeszcze czerpać z "młodości", uczyć się (tak, psiamać, UCZYĆ), bawić, zajmować się tym, co się naprawdę lubi - jest takim małym niewiadomo czym, gnojkiem, który nie rozumie swojego powołania.
A won z tą dorosłością. Zabrać ją sobie. Nie chcę jej jeszcze. Nie jestem dorosła, jasne? NIE JESTEM!
Schrzaniam przed tą dorosłością jak tchórz - a raczej przed ogólnopanującym jej wyobrażeniem. To że mam tą cholerną 18stkę, to nie znaczy, że wyrzucę podarte spodnie, przestanę czytać "te głupoty" (fantastyka itp w mniemaniu mojej rodzicielki), skończę z pisaniem wierszy (hej, to nie jest żaden mój sposób na zwrócenie na siebie uwagi, ja bez tego poprostu żyć nie mogę. Każdy ma prawo mieć swoją pasję, nie? I szlag mnie trafia, gdy ktoś o mojej pasji wyraża się z lekceważeniem, per "ta pisanina, bazgroły, bzdury").
Nie-dorosła. Jeszcze w wielu aspektach nie jestem "ukształtowana", zmieniam się bez przerwy. Moje usposobienie. Reakcje. Mam wrażenie, że dopiero teraz przechodzę "trudny wiek". Wyrabiam się. Powoli. Niech nikt nie zmusza mnie do dorastania szybciej, niż to możliwe. To przyjdzie samo. Może po trzydziestce. Może później.
I dziwi mnie fakt, że niektóre dziewczyny już po liceum wychodzą za mąż, zakładają rodzinę, dom... Brrr. Cóż, może to kwestia charakteru?
Ja jeszcze jestem dzieciakiem, małą, rozwydrzoną dziewczynką ze spaczonym, niewykształconym charakterem. Ha.
A tą dorosłość to...
Możecie sobie zrobić z nią, co chcecie. Ja na razie pasuję. Poczekam, aż sama przyjdzie, a nie przyciągną mi ją na łańcuchu z okazji któregośtam roku od narodzin.
Howgh.
11 września 1988 - na świat przyszedł drobny, ciemnooki berbeć, który nawet nie przeczuwał, że zdąży przytyć o prawie 50kg, urosnąć o ponad metr, i dorwać się do Internetu, by sączyć swoje melodramaty w oczy wszelakiej maści masochistów.
I nikt nie ma zielonego pojęcia, że to wstęp do wielkiej inwazji Niezydentyfikowanych Obiektów Latających. Wrota piekieł się otworzą, wyjdzie smok o głowach siedmiu i iluśtam diademach ble ble ble....
Hehehe. Frajerzy.
Wyszeptałam. 2006-09-11 19:44:42
skomentuj jak (3) cosiów.
?
Co ja takiego zrobiłam?
Tia. Nie musiałam robić niczego. Powód zawsze się znajdzie. A jeśli nie - to nawet nie jest potrzebny.
Dajcie mi spokój.
Wyszeptałam. 2006-08-30 16:32:52
skomentuj jak (1) cosiów.
© by Dinven. Za kopiowanie skalpuję.